wtorek, 9 maja 2017

WSZYSTKO CO LŚNI - ELEANOR CATTON



O książce „Wszystko co lśni” było swego czasu bardzo głośno. Ogrom opinii i pochwał sprawił, że poprzeczka podniesiona została bardzo wysoko. Często powieści tak szeroko reklamowane sprawiają zawód, bo czytelnik przygotowany na arcydzieło otrzymuje książkę dobrą, która bez rekomendacji i bez nadmuchanego balonu oczekiwań spodobała by mu się dużo bardziej. Ze świadomością tego wszystkiego sięgnęłam po książkę kanadyjskiej pisarki i z radością przyznaję, że jest to dzieło godne wszystkich pochwał i kilka lat po premierze nadal zachwyca.



Przyznaję, że mam problem z czytaniem tak monumentalnych książek, bo wszystkie nazwiska mieszają się w mojej głowie i z trudem przychodzi mi dopasowanie ich do właściwych postaci. Właśnie z tego powodu cieszy mnie zawarta na początku wielu powieści lista postaci, która szczęśliwie występuje też we „Wszystko co lśni”. Bohaterów w powieści nie jest wielu, co może wydać się niemożliwe, biorąc pod uwagę objętość dzieła. Wprowadzenie każdej postaci jest wyraźnie dogłębnie przemyślane, tak by pojawiła się w odpowiednim momencie, nie później i nie wcześniej i wykonała swoje zadanie. 

niedziela, 23 kwietnia 2017

CAŁE ŻYCIE - ROBERT SEETHALER



23 kwietnia przypada Światowy Dzień Książki i tak szczęśliwie się złożyło, że właśnie w tym szczególnym dniu mogę podzielić się tekstem na temat książki absolutnie wyjątkowej, pięknej i niezwykłej. Zapraszam na „Całe życie” Roberta Seethalera.



Wielką trudnością jest dla mnie opisanie tej powieści, tak by nie zdradzić z jej treści zbyt wiele. Andreas Egger, wychowany w rodzinie wuja wiedzie dorosłe już życie w małym, górskim miasteczku. Natura dała mu siłę, dzięki której może podejmować różnorodne prace zarobkowe. Jego żywot jest spokojny, wypełniony pracą, uprawą ogródka i wzmacnianiem skromnego domostwa. Pewnego dnia poznaje kobietę, która szybko zajmuje priorytetowe miejsce w jego sercu. Z czasem przekonuje się, że w życiu człowieka niczego nie można być pewnym.

sobota, 15 kwietnia 2017

ANIA NA UNIWERSYTECIE - LUCY MAUD MONTGOMERY



W jednym z niedawnych tekstów wspominałam drugą rocznicę śmierci Terry’ego Pratchetta. Dziś przypada inna, również druga rocznica śmierci, kanadyjskiego aktora Jonathana Crombiego, niezapomnianego odtwórcy roli Gilberta Blythe. Był idealnym Gilbertem, od pierwszego spojrzenia na jego filmowe wcielenie, już zawsze podczas lektury w ten sposób wyobrażałam sobie tego wyjątkowego bohatera. Jestem jedną z wielu miłośniczek książkowej serii o Ani z Zielonego Wzgórza, które równolegle odczuwają ogromną sympatię do ekranizacji powieści w reżyserii Kevina Sullivana z Megan Follows w roli głównej. Nie wstydzę się tego, uwielbiam całą filmową serię, nawet ostatnią, nie posiadającą swojego pierwowzoru literackiego część, bo nawet jeśli cokolwiek można by tej produkcji zarzucić, to wszelką krytykę przysłania wspaniała Megan jako Ania i Jonathan – perfekcyjny Gilbert.  Pisałam już na blogu o dwóch książkach L.M Montgomery, „Ani z Zielonego Wzgórza” i „Ani z Avonlea”. Dziś, w nieskrycie nostalgicznym nastroju dzielę się tekstem na temat trzeciej chronologicznie odsłony przygód uroczej, rudowłosej bohaterki.



To ryzykowane stwierdzenie i sama nie jestem tego pewna, ale myślę, że „Ania na uniwersytecie” to moja ulubiona część cyklu. Jest w niej tyle uczuć, przeżyć i doświadczeń tego jak dorosłe życie różni się od wyobrażeń. W tej książce Ania jest już bowiem dorosła. Wyjeżdża do Kingsport, gdzie uczy się i poznaje uroki życia w wielkim mieście. Tak wiele zmieniło się w jej życiu. Ania nie lubi zmian, ale wie, że są one nieunikalne.  

czwartek, 13 kwietnia 2017

MOTYLEK - KATARZYNA PUZYŃSKA



Lubię kryminały i kocham powieści sensacyjne. Chyba żaden inny gatunek nie potrafi tak do głębi wciągnąć czytelnika, zmusić go do przeczytania książki od deski do deski niezależnie od poziomu jego zmęczenia czy pory dnia. Doceniam autorów, którzy potrafią do ostatniej strony prowadzić z czytelnikiem grę i którzy pomimo wielu napisanych już książek wciąż potrafią zaskoczyć. Mam wielu takich właśnie ulubionych pisarzy, często jednak zwracam się też ku nazwiskom wcześniej mi nieznanym. Tak stało się w tym przypadku. Z rocznym opóźnieniem sięgnęłam po otrzymanego w prezencie „Motylka”, debiut literacki Katarzyny Puzyńskiej.


W niewielkim Lipowie spokojne życie mieszkańców przerywa wiadomość o odnalezionych przy drodze zwłokach zakonnicy. Denatka kilkukrotnie przejechana została samochodem, wszystkie okoliczności wskazują na to, że jej śmierć nie była wynikiem wypadku. Sensację potęguje tajemnicza tożsamość zmarłej. Do znajomości z kobietą nie przyznaje się żaden z mieszkańców, oprócz odbywającego we wsi rodzinną wizytę młodego księdza. Miejscowa policja próbuje rozwiązać zagadkę zabójstwa a prowadzone przez nich śledztwo ujawnia rodzinne tajemnice wielu mieszkańców. Jakiś czas później w Lipowie zamordowana zostaje kolejna osoba.

piątek, 7 kwietnia 2017

KRÓTKA HISTORIA SIEDMIU ZABÓJSTW - MARLON JAMES



Pierwsze co przychodzi mi do głowy na dźwięk słowa Jamajka zbiega się pewnie ze skojarzeniami większości ludzi – człowiek z dreadami, noszący element ubioru w charakterystycznym zielono-żółto-czarnym kolorze. Reggae. Bob Marley. Niewiele więcej nasuwa mi się na myśl, bo niewiele o tym wyspiarskim kraju wiem. „Krótka historia siedmiu zabójstw” nie zmieniła diametralnie mojego wyobrażenia Jamajki. Jednak zdecydowanie przeraziła, obrazowymi opisami przemocy, nienawiści i patologii. Długo czytałam tą książkę, nie tyle z powodu jej objętości, co właśnie z przyczyn dosłowności autora, dokładności w przedstawieniu nieskończonej pętli zbrodni w jakiej żyją bohaterowie. Przez całą lekturę nie mogłam powstrzymać się od pytania, czy obraz Jamajki w książce Jamesa jest głównie fikcją, czy rzeczywistym przedstawieniem wyspy i jej społeczeństwa.



Jamajka drugiej połowy XX wieku, Kingston, porachunki gangów i polityczne rozruchy. Ruch Rastafari zdobywa coraz więcej zwolenników, a sławę przynosi mu jeden z wyznawców. Śpiewak. Sławny i popularny, idol młodych i starszych ma, chcąc lub nie, ogromny wpływ na rzesze ludzi. Nie podoba się to wielu osobom. Na kilka dni przez wielkim koncertem dla pokoju do domu Śpiewaka wdzierają się uzbrojeni bandyci, kierując strzały w stronę artysty, jego współpracowników i bliskich.

sobota, 1 kwietnia 2017

JUŻ MNIE NIE OSZUKASZ - HARLAN COBEN



Nigdy nie ukrywałam jak bardzo uwielbiam Cobena, znam go już od tylu lat, że stał się stałym elementem mojego życia. Wybaczałam mu każdą słabszą książkę, każdy tak bardzo kpiący z czytelnika zwrot akcji, wybaczałam, gdy wykorzystywał moją naiwność i krzywdził bohaterów, którym kibicowałam. Dziś też jestem zmuszona mu wybaczyć. Wybaczyć to, że napisał tak rewelacyjną, nieprzewidywalną i wbijającą w fotel powieść i zmusił mnie do uśmiechu nad własną niedomyślnością podczas czytania zakończenia.



Maya Stern, zawodowy żołnierz w stanie spoczynku w tragiczny dzień zostaje wdową i samotną matką. Mąż Mai pada ofiarą napadu rabunkowego i ginie w równie straszny sposób jak przed laty jej starsza siostra. Osamotniona Maya chcąc zwiększyć kontrolę nad bezpieczeństwem swojej dwuletniej córki montuje w mieszkaniu ukrytą kamerę. Na jednym z nagrań niespodziewanie dostrzega bawiącego się z dziewczynką mężczyznę. Zszokowana rozpoznaje w nim swojego nieżyjącego już męża.

czwartek, 23 marca 2017

KRAWĘDŹ WIECZNOŚCI - KEN FOLLETT



Kilka lat temu, pewien kolega ze studiów zaznajomił mnie z koncepcją „pozytywnego rozczarowania”. Tłumaczył, że oczekiwanie niekorzystnych wyników może skutkować radością związaną z pozytywnym rezultatem, radosnym więc, nie mniej jednak sprzecznym ze spodziewanym. W literaturze zawód i niedosyt zdarzają się często, nie tylko wśród pisarzy zwyczajnie kiepskich, ale i wśród autorów utalentowanych, często wyjątkowo płodnych w swej twórczości, nie mających jednak daru utrzymywania wciąż tego samego, dobrego poziomu. Czy jednak w książkowej społeczności funkcjonuje również idea „pozytywnego rozczarowania”? Uważam, że tak. Na szczęście! I mam na to dobry przykład. Follett zaintrygował mnie „Niebezpieczną Fortuną”, zniechęcił infantylną „Zamiecią”, zachwycił monumentalnym „Upadkiem” i wspaniałym „Kluczem do Rebeki”, w końcu niezwykle zawiódł „Zimą Świata”. Nie chcąc po drugim już przeczytanym tomie rezygnować z trylogii sięgnęłam po „Krawędź wieczności”. W zaledwie kilka dni przeczytałam ponad 1100 stron tej powieści. I bardzo pozytywnie się rozczarowałam. 


W ostatniej już części trylogii „Stulecie” przedstawione zostają losy świata od lat powojennych do upadku komunizmu w Europie. W różnych krajach dzieci bohaterów „Zimy Świata” próbują układać swoje życie. Czarnoskóry George w Ameryce walczy z rasistami o prawa mniejszości, Berlińczyk Wally snuje plany o przedostaniu się na stronę zachodnią, radziecka dziennikarka Tania współtworzy buntownicze pismo w czasie, gdy jej brat Dimka pnie się po szczeblach kariery na Kremlu. Ich oczami obserwujemy kryzys Kubański, zamach na Kennedy’ego, wojnę w Wietnamie i zmiany jakie przechodzi blok wschodni. Płyną lata, ktoś się rodzi, a ktoś odchodzi na zawsze. Świat nieustannie się przeobraża.

niedziela, 12 marca 2017

POTWORNY REGIMENT - TERRY PRATCHETT



Czas mija niepostrzeżenie i dziś obchodzimy już drugą rocznicę śmierci niezwykłego, jedynego w swoim rodzaju pisarza jakim był Terry Pratchett. Chyba nikt, kto kiedykolwiek miał przed oczami jedną z jego powieści, nie odmówi mu zachwytów nad ogromną wyobraźnią, talentem i zdolnością tworzenia niepowtarzalnych postaci i światów. Był autorem bardzo płodnym, pozostawił po sobie kilkadziesiąt książek w tym ponad czterdzieści części przedstawiających historię fikcyjnego Dysku, płaskiego świata spoczywającego na grzbietach czterech słoni stojących na skorupie wielkiego żółwia. Dziś krótko chciałabym opowiedzieć o jednej z odsłon Świata Dysku, części mojego ulubionego cyklu opowiadającego o przygodach Straży Miejskiej.




Akcja powieści wyjątkowo nie toczy się w znanym czytelnikom Ankh-Morpork, ale w Borogravii, kraju od lat toczącego wojny z sąsiednimi państwami. Armia boryka się z problemami, brakuje już mężczyzn, którzy mogliby dołączyć do walki, a coraz więcej mieszkańców przekonuje się, że wbrew państwowej propagandzie, działania wojskowe prowadzą do nieuchronnej porażki. Pewnego dnia, do wojska postanawia zaciągnąć się młoda Polly, miejscowa karczmarka, której brat zaginął bez śladu podczas wojennej zawieruchy. Niestety, prawo państwowe zabrania kobietom zajmować stanowiska w armii, dziewczyna decyduje się więc przyjąć fałszywą tożsamość, ścina włosy i zaciąga się do armii jako młody mężczyzna. Trafia pod opiekę sierżanta Jackruma, toczącego wojny od zawsze, w którego oddziale znajdują się również troll, wampir, Igor i trójka młodych, niedoświadczonych rekrutów. Brak odpowiedniego sprzętu, umundurowania i krótkiego choćby szkolenia nie przeszkadza jednostce zwyciężać w potyczkach z niewielkimi grupami wrogów. Wkrótce okazuje się, że Polly nie jest jedyną żołnierką mającą swoje sekrety. W rzeczy samej, Polly okazuje się nie być jedyną żołnierką w oddziale. 

poniedziałek, 6 marca 2017

ZIMA ŚWIATA - KEN FOLLETT



Czytałam w życiu już kilka książek Folletta i z większości byłam zadowolona. To autor, który potrafi skonstruować solidną fabułę i umiejscowić w niej wszystkich bohaterów, tak by poszczególne wątki łatwo łączyły się w całość. Po kilkuletniej przerwie sięgnęłam po „Zimę Świata”, kontynuację trylogii „Stulecie” i przyznam szczerze, że mam mieszane uczucia. Nie do końca wiem, co mam o niej napisać.



Powieść przedstawia świat od czasu wielkich przemian lat trzydziestych i dojścia do władzy Hitlera, poprzez II Wojnę Światową, aż po lata powojenne. Wydarzenia w poszczególnych krajach- uczestnikach konfliktu ukazane zostały poprzez losy kilku rodzin przedstawionych już w pierwszym tomie serii. Obserwujemy wojenne lata w Ameryce, Wielkiej Brytanii, Niemczech i Rosji. Towarzyszymy bohaterom podczas bitew, ale i romansów. Wydarzenia fikcyjne mieszają się z tymi zainspirowanymi prawdziwą historią. I tu właśnie pojawia się pierwszy zgrzyt, pierwsze zaskoczenie. W całej powieści bowiem, w całej tej wojennej zawierusze w zasadzie nie istnieje coś takiego jak Polska.

piątek, 24 lutego 2017

AMERYKAŃSKA SIELANKA - PHILIP ROTH



Nie bez powodu, właśnie do Ameryki przez lata emigrowały kolejne pokolenia Europejczyków. Niegdyś był to kraj nowych możliwości, wolności i szacunku, w którym każdy przyjezdny witany był podniesioną dłonią Statuy Wolności. To z nim wiązała się obietnica dostatku i określonego miejsca w społeczeństwie, amerykański sen, sukces oferowany każdemu, kto wyciągnie po niego rękę. Dziś, z pewnością nie tylko według mnie, państwo zupełnie inne, oddalone od dawnych ideałów, podzielone, rozbite przez nieszczęścia drugiej połowy XX wieku. Sny zmieniły się w koszmary, a sukcesy w ludzkie dramaty. Upadek z piedestału, odarcie z marzeń i obraz postępującej destrukcji społeczeństwa przedstawia w swojej nagrodzonej Pulitzerem książce Philip Roth i tym sposobem zdecydowanie dotyka czytelnika. 


Seymour „Szwed” Levov, w młodości popularny i utalentowany sportowiec, dorasta i włącza się w prowadzenie rodzinnej fabryki rękawiczek. Bierze ślub z piękną Dawn, byłą miss New Jersey, zakłada rodzinę, zostaje ojcem wspaniałej Merry. Jego życie toczy się spokojnie, dostatnio i idyllicznie. Przykładny obywatel, syn, mąż, ojciec, dążący do zadowolenia każdego. Seymour nie reaguje, gdy jego nastoletnia córka przechodzi okres buntu, nie protestuje, gdy dziewczyna głośno i burzliwie wyraża sprzeciw wobec wojnie wietnamskiej i obojętności społeczeństwa. Aż do dnia, gdy w jego sielankowe życie wkracza tragedia. Merry, kierowana chęcią politycznej demonstracji dokonuje zamachu bombowego na miejscowy sklep, a w wybuchu śmierć ponosi jeden z mieszkańców. Seymour budzi się z amerykańskiego snu i próbuje odnaleźć normalność we własnym świecie, w którym wszystko wywróciło się do góry nogami.  

czwartek, 2 lutego 2017

NA GLINIANYCH NOGACH - TERRY PRATCHETT



Długo trwała moja przerwa od Pratchetta, sama nie wiem, dlaczego się na nią skazałam. Wczoraj udało mi się powrócić do stworzonego przez niego Świata Dysku sięgając po kolejną odsłonę wydarzeń w niezwykłym Ankh-Morpork. Choć każda książka Pratchetta i każdy umieszczony w niej bohater ma w sobie coś wyjątkowego, ja szczególną słabość od początku czułam do kapitana Sama Vimesa i strażnika Marchewy. Całe szczęście, że autor napisał o nich tak wiele książek. „Na glinianych nogach” to trzecia powieść przedstawiająca perypetie Straży Miejskiej i choć może wydawać się tylko kolejną humorystyczną książką fantastyczną to mówi przede wszystkim o rasowej tolerancji i odpowiedzialności za tworzone przez człowieka maszyny.



Sam Vimes, a właściwie sir Samuel Vimes został komendantem. Stanowisko kapitana obejmuje gorliwy, pracowity i sumienny Marchewa. Straż odnosi coraz więcej sukcesów, a może ma po prostu coraz więcej pracowników. Różnorodnych pracowników. W jednej komendzie współpracują ze sobą bowiem ludzie, trolle, krasnoludy, gargulec i wilkołak. Nikt nie protestuje więc, kiedy do zespołu dołącza kolejny krasnolud – głosy wzburzenia pojawiają się dopiero, gdy krasnolud przyznaje się do tego, że jest kobietą, co wśród tej rasy często uchodzi za wstyd. Kiedy w mieście zamordowani zostają dwaj staruszkowie, a Patrycjusz otruty, Straż Miejska postawiona zostaje przed niemałym problemem odnalezienia odpowiedzialnych za zbrodnie. Tymczasem miejskie golemy zaczynają rozbijać sobie głowy i zachowywać się zupełnie nie po golemowemu. Zupełnie tak, jak gdyby potrafiły samodzielnie myśleć…

wtorek, 31 stycznia 2017

LISTY NIEZAPOMNIANE - SHAUN USHER



Przemijający już dziś zwyczaj pisania listów to chyba najpiękniejszy i najbardziej naturalny sposób korzystania z umiejętności składania zdań. Tworzenie powieści, reportaży czy poezji to już zupełnie coś innego, to kreowanie sztuki, nie zawsze poparte chęcią prezentacji konkretnych informacji czy jasnego przekazu. Pisanie listów ma na celu przede wszystkim komunikację, a więc korzysta z samej istoty słowa pisanego, którego początki w najróżniejszych miejscach na Ziemi, wśród różnorodnych plemion wywodzą się właśnie z chęci utrwalania treści i przekazywania ich dalej.

Z korespondencji wiele wyczytać można o jej autorze. W listach otwieramy się, piszemy o swoich niepokojach i uczuciach, zwłaszcza gdy kierujemy je do osób bliskich. Często na papierze jesteśmy bardziej wylewni, bo nie krępuje nas bariera mówienia czegoś wprost, zakłopotania związanego ze spojrzeniem czujnych oczu rozmówcy. Szansę na spojrzenie w głąb ludzi, których nie znamy osobiście, sławnych i anonimowych, daje nam Shaun Usher w książce „Listy niezapomniane” będącej zbiorem ponad stu listów autorstwa osób z całego świata.


piątek, 27 stycznia 2017

MANSFIELD PARK - JANE AUSTEN



Jak trudno czasami połączyć się z ukochanym mężczyzną, gdy równie ważny jak uczucia jest jego roczny dochód! Bo jak zostać żoną drugiego, a więc nie posiadającego szans na rodzinny majątek syna, który co więcej chce zostać duchownym? Jak nie zgodzić się na małżeństwo z obcym, nieciekawym, nie kochanym przez siebie mężczyzną, jeśli jego pochodzenie może zapewnić dostatnie życie na poziomie poparte uznaniem towarzystwa? Z takimi właśnie problemami musiały zmierzyć się dorastające dziewczęta w czasach Jane Austen i choć dziś krytycznym okiem spojrzeć można na te tak bardzo wydumane i wyolbrzymione troski, z przyjemnością czyta się o ich spokojnym życiu. 


„Mansfield Park” to, jak przystało na epokę, przekazywana niespiesznie i ze spokojem historia Fanny Price, dorastającej dziewczyny, która przyjęta zostaje do domu bogatych krewnych na wychowanie. Jej życie upływa w spokoju i harmonii, jest osobą posłuszną, pomocną i skromną. Jej powiernikiem, najbliższym przyjacielem i przewodnikiem staje się starszy kuzyn Edmund, odznaczający się jak ona, niezłomnym charakterem i zasadami. Tego samego nie można powiedzieć o rodzeństwie Edmunda, dwóch rozpieszczanych siostrach i najstarszym, rozrzutnym bracie. Spokojne życie w dworze przerwane zostaje przez pojawienie się w okolicy bogatego rodzeństwa Crawfordów z Londynu, które pomimo różnic wychowania, charakterów i wartości staje się częstym uczestnikiem spotkań z rodziną Bertramów.  Nie potrzeba wielu miesięcy by Henry Crawford oczarował okoliczne panny, a jego siostrę Mary i Edmunda zaczęło łączyć uczucie. 

sobota, 7 stycznia 2017

WYKŁADY Z HISTORII MATEMATYKI - MAREK KORDOS



Nie da się uciec przed matematyką. Nie pomoże niczyja uporczywa ignorancja, wypaczanie sensu matematyki poprzez zmuszanie dzieci do zapamiętywania schematów maturalnych ani sprowadzanie jej do pytania: gdzie może przydać się w życiu? Matematyka otacza nas z każdej strony, jest nie tylko częścią każdej nauki, ale przede wszystkim naszego wszechświata. Jak rozwijała się wiedza, którą dziś posiadamy? Jaką ewolucję przebyła matematyka, od czasów pierwszych systemów liczbowych do swojej dalszej ekspansji? Na te pytania próbuje odpowiedzieć Marek Kordos w swojej porywającej książce „Wykłady z historii matematyki”.



Autor prowadzi czytelnika ścieżką rozpoczynając od pierwszych zachowanych śladów matematyki. Przedstawia różnorodne systemy liczbowe i hipotezę „anatomicznego” pochodzenia liczebników. To właśnie ze stosowanej do dzisiaj przez dzieci metody liczenia na palcach bierze się nasz dziesiętny system, a u Indian z Wenezueli system niejako dwudziestkowy (palce rąk i nóg). Proste obliczenia stopniowo przeradzają się w bardziej skomplikowane problemy. Zachowane Babilońskie tabliczki pokazują jak radzono sobie z różnorakimi, nie tylko geometrycznymi problemami i jak ich algorytmiczne rozwiązania podobne są do dużo, dużo późniejszych sposobów informatyki. Akademia Platońska, szkoła Pitagorejska, powstanie „Elementów” Euklidesa, początki algebry rozwijanej w krajach arabskich, w końcu odkrycia Keplera i Newtona i powiązanie matematyki z fizyką. Setki matematyków, podręczników, publikacji i prac, rozwój analizy, powstanie geometrii nieeuklidesowych, w końcu stworzenie teorii mnogości. Matematyka przez wieki ewoluowała, od geometrii, przez zastosowania, do aksjomatyzacji i rozważań nad tym czym w ogóle są pojęcia matematyczne. Czytając o historii tej niezwykłej nauki, nasuwa się naturalny wniosek, że jej rozwój nigdy się nie skończy. Zasób wiedzy do odkrycia jest równy continuum. 

poniedziałek, 26 grudnia 2016

LAMPIONY - KATARZYNA BONDA



To nie będzie długa recenzja.




Po tragicznej w skutkach akcji w Hajnówce, Sasza Załuska wraca do pracy w policji. Tym razem przybywa do Łodzi, w której grasuje szalony podpalacz. Samotna w nieznanym mieście, Sasza ma za zadanie stworzyć profil przestępcy zanim dokona on kolejnej zbrodni.  

środa, 21 grudnia 2016

SIMPSONOWIE I ICH MATEMATYCZNE SEKRETY - SIMON SINGH



Powszechnie znanym faktem jest to, że liczb naturalnych istnieje dokładnie tyle samo co całkowitych. O miano jeszcze bardziej pospolitej wiedzy może z nim konkurować chyba tylko granica szeregu harmonicznego, lub to, że hiperboloida jednopowłokowa jest powierzchnią prostokreślną. No dobrze, może nie jest to wiedza podstawowa. Jednak dla części ludzkości, obdarzonej wyjątkowym matematycznym skrzywieniem to wszystko informacje nie tyle oczywiste, co fascynujące. Społeczność ta już od dawna dokonuje rozmaitych prób spopularyzowania matematyki jako wiedzy wyjątkowej w swojej nieskończoności, często abstrakcji, ale i związku z funkcjonowaniem wszechświata. Nie dziwi więc fakt istnienia coraz większej ilości matematycznych żartów, gadżetów i książek, zdziwić może natomiast to, że tematyka ta bardziej, lub mniej skrycie podejmowana jest w serialu oglądanym tydzień w tydzień przez miliony ludzi na świecie. A co najciekawsze, serial ten, to animowana, trwająca nieprzerwanie od 28 sezonów komedia.



Na Simpsonów trafiłam kilka miesięcy temu w zasadzie przypadkowo. Serial jest zabawną satyrą Amerykańskiej rodziny, z wieloma odniesieniami do popkultury, świata filmu, polityki, ale również nauki. Z radością odkrywałam w nim wszelkie nawiązania do „Przeminęło z wiatrem”, czy „Pulp Fiction”, ale muszę przyznać, że wiele z matematycznych „smaczków” mi umknęło, dlatego książka Simona Singha od razu przyciągnęła moją uwagę. To pozycja napisana przystępnym językiem, nie tylko dla osób z naukowym wykształceniem, która w interesujący sposób tłumaczy naukowe zagadnienia poruszane w Simpsonach i przedstawia proces ich powstawania. Oczywiście, obecność matematyki w Simpsonach nie jest przypadkowa. Scenarzyści serialu to osoby z wykształceniem matematycznym, fizycznym, czy technicznym, których życie zaprowadziło aż do Hollywood. Autor w zgrabny sposób przytacza czytelnikowi również sylwetki tych wyjątkowych osób.
 

piątek, 2 grudnia 2016

BIBLIA - BÓG



Gdyby pewnego dnia ktoś podszedł do mnie i powiedział: „zostaniesz zesłana w miejsce, w którym nie istnieje słowo pisane, bez możliwości powrotu, możesz zabrać ze sobą tylko jedną książkę”, pewnie bym przed nim uciekła. Niestety nie potrafię szybko biegać, więc ta ucieczka raczej nie byłaby skuteczna. Musiałabym więc dokonać tego trudnego wyboru, jednej jedynej książki, którą będę czytać przez resztę życia. Jednak, czy ta decyzja byłaby dla mnie taka trudna? Wcale nie. Do głowy momentalnie przychodzi mi tylko jeden możliwy tytuł.


Są takie książki, które odmieniają życie. „Biblia” jest jedną z nich. Największą z nich. To przede wszystkim książka, z której bardzo wiele można się nauczyć, odnaleźć w niej cały sens życia. Poznać Boga. Wiele osób pewnie przeraża perspektywa czytania „Biblii”. Myślą, że jest obszerna, trudna i nudna. To nieprawda. „Biblia” to książka, którą może czytać każdy i każdy powinien spróbować. Nawet, jeśli widzi w niej tylko tekst, powinien do niej sięgnąć dla samego poznania jej treści. Pierwsza lektura może być trudna. Z pewnością nie wszystko jest od razu zrozumiałe. Ale z czasem, czyta się ją coraz lepiej, z przyjemnością. Z czasem zaczynamy odkrywać sens, który jest w niej zawarty i poznawać Boży plan. Zaczynamy rozumieć czego wymaga od nas Bóg i przede wszystkim chcemy się do niego zbliżać. Poznawać go coraz bardziej, zaprosić go do swojego życia i czerpać z tego radość.

sobota, 26 listopada 2016

DOMOFON - ZYGMUNT MIŁOSZEWSKI



Twórczość Miłoszewskiego znam bardzo dobrze, wielokrotnie przekonałam się, że jego nazwisko to „solidna firma”, obietnica porywającej i sensownej lektury. Z przyjemnością przeczytałam hollywoodzko-sensacyjnego „Bezcennego”, następnie pokochałam trylogię o irytującym prokuratorze Szackim. Po „Domofon”, będący debiutancką powieścią Miłoszewskiego sięgnęłam na końcu, z wysokimi oczekiwaniami, lecz również świadomością, że debiut może różnić się od późniejszej twórczości autora. Nie pomyliłam się, jednocześnie ogromnie się myląc. Niniejszy tekst powstaje w odstępie kilku minut po przewróceniu przeze mnie ostatniej strony książki. Nie mogłam się powstrzymać od natychmiastowego przelania moich myśli na papier. Już dawno, żadna powieść nie zaskoczyła mnie tak jak ten, niepozornie wyglądający thriller. 

 


Młode małżeństwo wprowadza się do starego bloku na Bródnie. Szczęśliwy początek nowego życia zakłócony zostaje przez znalezione w windzie zwłoki. Śmierć wydaje się być nieszczęśliwym wypadkiem, wszystko wskazuje na to, że mężczyzna stracił życie próbując wydostać się z zatrzymanej windy. Niebawem blok staje się świadkiem kolejnych niewyjaśnionych zdarzeń. Groza wśród mieszkańców narasta, a każdy z nich musi zmierzyć się z własnymi koszmarami.

niedziela, 20 listopada 2016

CLOVIS LAFAY. MAGICZNE AKTA SCOTLAND YARDU - ANNA LANGE



Choć nie jestem zwolenniczką podziału książek na dobre i złe, często sama klasyfikuję przeczytane powieści. Kategorie są trzy. W pierwszej umieszczam książki, wywołujące we mnie emocje, zapadające w pamięć i towarzyszące mi, przez kolejne lata. To powieści do których wielokrotnie mogę wracać i za każdym razem znajduję w nich coś nowego. Do drugiej śmiało wrzucam wszystkie książki, które totalnie mnie zawiodły, odrzuciły i przez które często nie udało mi się przebrnąć – właśnie te można by nazwać złymi. Zawartość trzeciego klasyfikacyjnego pudełka jest najbardziej zróżnicowana, bo wypełniam je książkami, które przeczytałam z przyjemnością, powieściami, których lektury z pewnością nie żałuję, przyniosły mi rozrywkę i odprężenie i… bardzo szybko ulotniły się z mojej pamięci. Takie hipotetyczne pudełko miałoby nieskończone dno, nie tylko z powodu licznych przedstawicieli, ale głównie dlatego, że większości takich książek nie potrafię sobie przypomnieć nawet z nazwy. Jedną z takich właśnie książek dzisiaj przedstawię. 



sobota, 5 listopada 2016

ŚWIATŁO KTÓREGO NIE WIDAĆ - ANTHONY DOERR



Motyw II Wojny Światowej jest jednym z częściej wykorzystywanym przez pisarzy i trzeba naprawdę mieć wiedzę, pomysł, odwagę i zdolności, żeby nie stworzyć z niego płytkiej opowieści o papierowych bohaterach i krzywdzie nieporównywalnej do rzeczywistych zdarzeń. Anthony Doerr miał i pomysł, i zdolności by wprowadzić go w życie. I tak powstała wojenna, ale nie-wojenna opowieść o dwojgu ludzi dorastających po przeciwnych stronach konfliktu.



Główną bohaterką książki jest nastoletnia, niewidoma Marie-Laure. Gdy Paryż zostaje zajęty przez nazistów, dziewczyna wraz z ojcem, pracownikiem Muzeum Historii Naturalnej ucieka z miasta i trafia do położonego nad oceanem Saint-Malo. W domu stryjecznego dziadka spędzi kolejne lata wojny. Nieco starszy od niej Werner wychowuje się w górniczym niemieckim miasteczku. Jest chłopcem nieprzeciętnym, ciekawym świata techniki i uzdolnionym w tej dziedzinie. Kiedy udaje mu się naprawić radio niemieckiego porucznika, przyjmuje propozycję wyjazdu do elitarnej szkoły. Pragnie zdobywać świat, odkrywać tajemnice, konstruować nowe urządzenia. Jednak cel jego podróży okazuje się być szkołą dla przyszłych żołnierzy, przygotowującą go do zostania kulą armatnią, bardziej niż rozwijającą jego zdolności. Gdy wojna zbiera swoje żniwo ścieżki Marie-Laure i Wernera przecinają się w niespodziewany sposób.